Księga gości

Jeśli chcesz zostawić tu po sobie ślad, zaznaczyć swoją obecność, zapraszam Cię do pozostawienia wpisu w komentarzu, który po moim zatwierdzeniu stanie się wpisem w Księdze Gości na mojej stronie.

Pozdrawiam,
Agata Janaszek

 

Cieszę się niezmiernie, że zielarstwo wraca do łask. Szkoda tylko że powodem zainteresowania coraz większej ilości osób tym tematem, nie jest faktyczna wiara w moc ziół, a po prostu brak pieniędzy na farmaceutyki.
Ziołek6

–*–*–*–*–

Do pani Agaty trafiłam po namowie koleżanki, która bardzo mi zachwalała leczenie ziołami. Początkowo byłam nastawiona sceptycznie, ale przekonałam się że to działa. Skończyły się migreny, odstawiłam tabletki na nadciśnienie, w końcu zaczęłam normalnie sypiać. No i zaczęłam wreszcie chudnąć co. Wcześniej mimo diet efekty nie były trwałe. Wyniki badań mam bardzo dobre i mam mnóstwo energii. Generalnie czuję się super.
Dziękuję.
Barbara

–*–*–*–*–

Trafiłam do Agaty, ponieważ lekarze zdiagnozowali u mnie tzw. (w ich uroczej nomenklaturze) „chorobę nieuleczalną”. Leczenie w moim przypadku miało polegać na tym, iż za sprawą coraz większych dawek sterydów miałam niwelować objawy. Nie chciałam się z tym pogodzić, a poza tym sterydy nie pomagały mi wystarczająco. Pojawiłam się u Agaty ok. 2 lata temu. Po pierwszej mieszance ziołowej miałam 6-miesięczną remisję. Potem objawy powróciły. Kolejne dwie serie ziół sprawiły, że od 8 miesięcy jestem zdrowa. Lekarz po ostatnim badaniu stwierdził, że to chyba jednak nie jest ta zdiagnozowana przez niego pierwotnie choroba, bo to niemożliwe żeby objawy zniknęł bez śladu.
Chciałam nadmienić coś istotnego: to nie tylko o zioła chodzi! Chodzi o zmianę w myśleniu o chorobach i nie tylko. Agata to potrafi.
Magda

–*–*–*–*–

Zawsze uważałam, że tradycyjne zielarstwo jest lepsze od sztucznej chemii sprzedawanej nam przez koncerny farmaceutyczne. Bardzo fajna stronka. Będę częściej zaglądać…
Kamilka

–*–*–*–*–

Witam! Obiecałam, że dokończę pisać o innych pozytywnych skutkach ziół – oprócz tych opisanych wcześniej, mogę również wymienić: dużo lepszą odporność – od dzieciństwa borykałam się z opryszczką.
Przynajmniej raz w miesiącu pojawiała się a to na ustach, a to na nosie, i tak w kółko. Czasem było tak, że jeszcze do końca nie wygoiła się jedna, to już na jej miejsce wyrastała nowa. Dziś nie mam już tego problemu. Nie wiem już także, co to bóle głowy (a były tak silne, że przyprawiały mnie o mdłości).
Agata wyregulowała mi ziółkami bardzo bolesne miesiączki – dziś mogę normalnie funkcjonować w „te” dni. Moja mama od wielu, wielu lat leczy się na nerwicę lękową i przez ten czas trzy a nawet cztery razy dziennie zażywała tabletki, a dziś po półrocznym leczeniu u Agaty bierze tylko jedną dawkę dziennie – co jest ogromnym sukcesem.
Podziwiam przeogromną wiedzę Agaty i cieszę się, że los postawił JĄ na mojej drodze.
Pozdrawiam
Ela

–*–*–*–*–

Witam.
Chyba powinienem zaproponować Agacie reklamę z sobą w folderze pt.:
„Przed i Po” 🙂
Trafiłem do Agaty przypadkiem zdegustowany dietetyczką. Miałem ponad 50 kg nadwagi, ważyłem 135 kg przy wzroście 181 cm. Choć byłem bardzo zdeterminowany do zrzucenia wagi i poprawy swojego nie tylko wizerunku ale i zdrowia, wciąż brakowało mi silnej woli do utrzymania dyscypliny w żywieniu. Poszedłem do Agaty na akupunkturę i ziółka nie do końca przekonany, że coś z tego będzie. Schudłem w ciągu roku z pomocą Agaty około 50kg. Ważę teraz 86 kg.
W tym nie ma cudów, myślę, że mogę spokojnie przypisać 50% zasług Agacie, pozostała część to moja dyscyplina i ciężka praca. Ćwiczenia, spacery, utrzymanie diety. Ostatnia kwestia to też zasługa Agaty.
Zastosowała u mnie pinezki w uszach powodujące wstrzymanie apetytu.
Działają, co nawet mnie bardzo zdziwiło. Po 3 dniach od wkłucia poczułem pierwsze efekty, mogłem głodny przejść przez sklep i nie kupić niczego. Do tego wszystkiego ziołami Agata wyregulowała moje problemy z nadciśnieniem. Poziom cukru, dnę moczanową i parę innych problemów. To nie ściema, a dodatkowo też finansowo sprawa była lepsza niż moja „droga” Pani dietetyczka.
Pozdrawiam
Marcin S.

–*–*–*–*–

Walczę z otyłością. Na razie zaczyna mi się regulować ciśnienie. Mogę już założyć spodnie, w których się nie dopinałem. Waga na razie spadła minimalnie.
Pozdrawiam,
Wacław

–*–*–*–*–

Cześć wszystkim odwiedzającym! Do Agaty trafiłam dokładnie rok temu. Lekarze zdiagnozowali u mnie chorobę, której się praktycznie nie da wyleczyć. Przez pięć lat borykałam się z tym problemem i praktycznie pogodziłam się z tym, bo skoro lekarze twierdzą, że nie da się mnie uzdrowić, to tak ma być i już. Zioła zaczęłam gdzieś
koło marca zeszłego roku, a badania zrobiłam w październiku zeszłego roku…………. i okazało się, że jestem zdrowa, a po chorobie nie ma śladu! A przy okazji pozbyłam się kilku innych dolegliwości, typu silne bóle głowy, lepsze trawienie itp.
Ogólnie świetnie się czuję, mam mnóstwo energii. Także to, co dla lekarzy jest niemożliwe dla Agaty jest! Dodam, że moja rodzina też się leczy i efekty są widoczne, a napiszę o nich innym razem, bo mnie gonią z komputera.
Agata jesteś wielka!
Pozdrawiam,
Ela

11 thoughts on “Księga gości

  • 26 stycznia 2017 at 12:47
    Permalink

    Zgubiłem już 10 kilogramów i jestem z siebie naprawdę dumny 🙂 Kosztowało mnie to dużo wysiłku, ale w końcu jest! Dzięki!

    Reply
  • 20 października 2017 at 09:15
    Permalink

    Naturalne metody leczenia może nie są remedium na każdą dolegliwość, ale powinniśmy z nich korzystać zdecydowanie częściej! Serdecznie pozdrawiam!:)

    Reply
  • 27 grudnia 2018 at 14:33
    Permalink

    Kochana Pani Agato dziękuje za to co Pani dla mnie zrobiła i Pani dla mnie robi, jest Pani chodzącym aniołkiem o wielkim sercu !!!
    Gdy po zdiagnozowaniu u mnie raka nerek i operacjach, zostałem z
    połową nerki pomyślałem muszę żyć. Ale następna diagnoza, rak prostaty i rak kości była jak wyrok. Jeszcze lekarz powiadamiając mnie, „niech sobie pan żyje jak pan chce pozostało panu jakieś pół roku życia”
    pozbawił mnie nadziei. Byłem załamany i bardzo cierpiący. Kości bolały bowiem potwornie. Nadzieja przyszła gdy w moim życiu poznałem Panią Agatę!!! To Ona sprawiła że na nowo chcę żyć i dzięki jej metodą, leczenia ziołami żyję już 3 lata.Rozwój komórek rakowych został zatrzymany, zatrzymane wszelkie dolegliwości, nic mnie nie boli !!!
    Dzięki wielkie i proszę o dalszą opiekę.
    A Pani niech spełniają się wszelkie marzenia!
    Czesław i Helena

    Reply
  • 22 kwietnia 2020 at 18:18
    Permalink

    Akupunkturę poznałem w latach 80-tych XX wieku kiedy do Poznania przybywało wieku Koreańczyków, specjalistów od tego rodzaju medycznych alternatywnych rozwiązań. Ogłoszenia były w prasie codziennej, choć były raczej rzadkością, Dla wielu Poznaniaków była to rzeczywiście nowość, choć niektórzy podchodzili do sprawy z głęboką rezerwą. Pamiętam, jak niektórzy malowali nawet rysunek stopy, by tam zaznaczyć najważniejsze punkty. Mówiło się o szpilkach, które wbite w stopę miały przesyłać właściwą energię do schorowanych części ciała. Oto wspomnienia z medycyny chińskiej. Dzisiaj za to mamy popularną tantrę, a więc bycie sobą na tej ziemi (najlepsza wersja siebie, choć istnieje nasz życiowy cień) będąc jakby w centrum Kosmosu (naszej energii życiowej). Dalej mamy poliamorię, a więc zauważenie, że mogę dla tego innego być autentycznie szczery, autentyczny. To potwierdza starą maksymę, że mądrość przybyła do Europy ze Wschodu, a nie z USA kiedy to na problem poliamorii patrzy się tylko przez pryzmat niewłaściwie pojętej seksualności, gdy tak naprawdę zapomina się o ludzkim rozumie, jak i sercu, a także o należytym odżywianiu, co będzie w ostateczności moją potęgą miłości mojego energetycznego ciała.

    Reply
  • 3 maja 2020 at 15:19
    Permalink

    W ostatnim czasie zainteresowałem się historią zielarstwa i od razu przyszła mi w pamięci postać o. Czesława Klimuszki, słynnego polskiego zielarza, franciszkanina, który był jasnowidzem, także parapsychologiem. W świecie chrześcijańskim oceniany był niejednoznacznie ze względu na działalność na pograniczu zjawisk parapsychicznych. Tak więc w kategoriach jasnowidzenia określał uzdrowienie między mistyką a prawdą, złudzeniem a rzeczywistością, nie podważając w żaden sposób istnienia tej niezwykłej dziedziny ludzkiego poznania. Dodawał, że nieznane są nam jeszcze charakter i pochodzenie posiadanych nadludzkich właściwości. Klimuszko uznany został przez świat naukowy za splot ukrytych bioenergii, fal telepatycznych i nieodkrytych jeszcze oddziaływań przy istnieniu struktury falowej. Teoria fal informacyjnych wysyłanych przez zorganizowaną materię nie jest jeszcze uznana za w pełni naukową, choć istnieją zjawiska telepatyczne jako konkretyzacja ludzkich myśli. Stąd w przypadku Czesława Klimuszki pozostaje nam docenienie jego działań w dziedzinie zielarstwa i ta pamięć w społeczeństwie polskim trwa aż do dnia dzisiejszego.

    Reply
  • 6 maja 2020 at 15:49
    Permalink

    Jeśli chodzi o zielarstwo, to niezwykłą postacią z mazurskich Dywit był Edward Trusielewicz, o którym głośno było w 1981 r., gdy jedna z gazet pomorskich opisała jego działalność na polu radiestezji i zielarstwa. Chodziło także o poszukiwania w Pasłęku słynnej bursztynowej komnaty. Także Polska Kronika Filmowa z 1981 r. poruszyła ów problem, owego niezwykłego człowieka, który tłumaczył czym jest współczesne wodolecznictwo i energie podziemne działające z wodami. Jego słuszne poglądy znane były już wcześniej także u Franciszka Zobel, który jeszcze krótko po II wojnie światowej działał w okolicach Gniezna. Władze PRL-u miały poważny orzech do zgryzienia, gdyż działalność bioenergoterapeutów, czy różdżkarzy widziana była w kontekście szarlatanerii, czy wręcz czarnoksięstwa. Kościół początkowo podchodził do sprawy życzliwie w PRL-u, czego przykładem była działalność Harrisa. Dopiero później zdania się trochę zmieniły, gdyż do głosu doszła tantra i poliamoria – niestety w amerykańskim wydaniu (seks na pierwszym miejscu). Obraz współczesnej tantry i poliamorii nie jest niestety obrazem tym jaki powinniśmy znać z mądrości Dalekiego Wschodu, a szkoda! A co do bursztynowej komnaty – „Stawka większa niż śmierć” Patryka Vegi każe ją nam szukać w Królewcu, choć gauleiter Prus Wschodnich swoją tajemnicę na ten temat zabrał do grobu. Szukajmy więc dalej bursztynowej komnaty, a zielarze będą nam tutaj pomocą.

    Reply
  • 6 maja 2020 at 18:30
    Permalink

    Hipnoza uważana była za lekarstwo na różne schorzenia, w tym bóle. Uznawana była w PRL-u jak pamiętam za wiedzę okultystyczną w potocznym tego słowa znaczeniu, którą lepiej nie zajmować się bez odpowiedniego przygotowania specjalistycznego. Odebrano jej w tamtym okresie czasu nadludzkie właściwości wręcz spirytystyczne, gdyż miała być właściwie przebadana przez medyczny świat naukowy, poruszając wyniki badań na różnych kongresach, m. in. w Szwecji. Seanse i transe hipnotyczne postrzegane były w PRL-u za „nie dzisiejsze”, choć sama hipnoza w sensie naukowym została uwzględniona jako międzynarodowy problem badawczy przeznaczony wyłącznie dla świata medycznego w kontekście właściwego podejścia do ludzi schorowanych na przykład wśród dentystów. Naukowe wyniki badań nad hipnozą miały być weryfikowalne.

    Reply
  • 23 maja 2020 at 12:29
    Permalink

    Bardzo dobrze, że w przypadku medycyny chińskiej odnotowano dwie siły yin i yang – przeciwstawne jak księżyc i słońce, ale jednak uzupełniające się wzajemnie, nie mogąc istnieć bez siebie także w człowieku. W teologii chrześcijańskiej istnieje wizja dnia i nocy, a więc obraz świata dodatniego i ujemnego, które to obrazy są swoim uzupełnieniem, choć w każdym obrazie dane zdarzenie człowiek może oglądać odmiennie. Wahadło życia rodem z Dalekiego Wschodu; najlepsza wersja siebie a zarazem mój cień – oto jest ciekawe połączenie przepięknych tradycji religijnych, gdy obydwie mądrości przybyły do Polski właśnie ze Wschodu. Człowiek i jego przeciwieństwo, to co może być przerażające, ale jednak istniejące w rzeczywistości jak dwójka dzieci bawiących się na jednej huśtawce, gdy ktoś jest na szczycie a inny w dołku – po prostu samo życie.

    Reply
  • 7 czerwca 2020 at 11:16
    Permalink

    W moich wspomnieniach o zielarstwie przypomniałem sobie sytuację z Poznania, z ul. Madalińskiego, położonej w dzielnicy Wilda. Będąc kiedyś na przystanku tramwajowym podeszła do mnie Cyganka i zapytała się czy jadę „na Madalinę”, czyli na ul. Madalińskiego. Problematyka cygańska była związana z tą ulicą w Poznaniu od dawna kiedy to król Michał Kwiek w latach 1937-1938 chciał w tym miejscu wybudować fabrykę kotłów, w której pracować mieli osiedli w mieszkaniach poznańskich Cyganie, do czego jednak nie doszło. Problem polegał na tym, że lokalna społeczność cygańska w Poznaniu była nastawienia republikańskiego, posyłała dzieci do szkół, gdzie uczyli się języka polskiego, a także gry na skrzypcach. Sam król nie był w Poznaniu w swojej społeczności mile widziany. Tutejsi Cyganie zajmowali się zielarstwem i jak głosiła ludowa tradycja, na problemie zielarstwa znali się dość dobrze. Warto więc było przypomnieć pewien już zapomniany wątek, jak i to, że Polska była jeszcze monarchią w XX wieku, gdy przypomnimy sobie chociażby króla Rudolfa Kwieka, który zmarł 50 lat temu w Warszawie.

    Reply
  • 8 czerwca 2020 at 12:23
    Permalink

    Ziołolecznictwo miało swoje znaczenie, jak pamiętam, także w kontekście kobiet zajmujących się czarami, dziś utożsamianymi ze strojami gotyckimi rodem z epoki wiktoriańskiej. Sprawą interesował się podczas II wojny światowej Heinrich Himmler, gdyż badając stare księgi benedyktyńskie z ziem polskich, uważał, że owe czarownice i ich zioła miały mieć nadludzką hipnotyczną moc. Stąd dla nas dzisiaj płynie przepiękna nauka: wchodząc do zielarni należy zwrócić uwagę czy pani sprzedawczyni ubrana jest w strój gotycki. To wzbudzić powinno w nas moralny niepokój, czy zamiast lekarstwa nie otrzymamy jakiejś tajemnej mieszanki, dzięki której od razu na wieki wieków ustąpią nam wszelkie choroby. Tak nawiasem mówiąc, gdyby niejednemu człowiekowi wyparowały z głowy różne dziwactwa czy zwykłe bziki, to taka kuracja szokująca byłaby na pewno na miejscu i do tego bardzo skuteczna. A więc panowie zapraszam do zielarni, gdzie urzędują piękne panie sprzedawczynie w strojach właściwych, czyli w białym lekarskim fartuszku.

    Reply
  • 15 czerwca 2020 at 10:57
    Permalink

    Kiedyś na lekcji religii tłumaczono nam kim są aniołowie. Uważano ich zawsze za mężczyzn, a nawet Marcin Luter dodawał, że aniołowie mieli być istotami białymi w kontekście ludzkiego zbawienia i czarnymi w kontekście piekielnych czeluści. Podstawą były tutaj poglądy św. Tomasza z Akwinu. Dopiero później na cmentarzach pojawiły się istoty aniołków, związanych ze zmarłymi dziećmi, które nie miały iść jak kiedyś uważano do szeolu, czyli do odchłani. Obecnie wśród tatuaży dostrzec możemy przepiękne kobiety – anielice w czarnych strojach. A więc kolejna nowość: rodem z piekła kobiety amerykańskiej, niezależnej, dominującej nad mężczyzną, motocyklistki w skórzanym stroju. W chwili naszej śmierci aniołowie zaniosą naszą duszę do nieba, jak zapewnia nas nasza wiara, gdy w dniu sądu ostatecznego anioł zabrzmi na trąbie ogłaszając koniec tego świata, co podpowiada nam Pismo św. w Apokalipsie. Dla zwykłego wierzącego trudna jest ta nauka o serafinach, czy cherubinach, choć nasza wiara podpowiada nam, że każdy z nas ma swojego anioła stróża. Może więc czarna anielica w przepięknym czarnym lateksowym stroju (czarne długie włosy, czarna długa świecąca się halka i czarny płaszcz skórzany z paskiem, czarne kozaki za kolana i czarne długie rękawice) osobiście wytłumaczy swojemu ukochanemu na przykład w zielarni jak aniołowie leczyli i nadal skutecznie leczą ziołami swoich podopiecznych.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *