Księga gości

Jeśli chcesz zostawić tu po sobie ślad, zaznaczyć swoją obecność, zapraszam Cię do pozostawienia wpisu w komentarzu, który po moim zatwierdzeniu stanie się wpisem w Księdze Gości na mojej stronie.

Pozdrawiam,
Agata Janaszek

 

Cieszę się niezmiernie, że zielarstwo wraca do łask. Szkoda tylko że powodem zainteresowania coraz większej ilości osób tym tematem, nie jest faktyczna wiara w moc ziół, a po prostu brak pieniędzy na farmaceutyki.
Ziołek6

–*–*–*–*–

Do pani Agaty trafiłam po namowie koleżanki, która bardzo mi zachwalała leczenie ziołami. Początkowo byłam nastawiona sceptycznie, ale przekonałam się że to działa. Skończyły się migreny, odstawiłam tabletki na nadciśnienie, w końcu zaczęłam normalnie sypiać. No i zaczęłam wreszcie chudnąć co. Wcześniej mimo diet efekty nie były trwałe. Wyniki badań mam bardzo dobre i mam mnóstwo energii. Generalnie czuję się super.
Dziękuję.
Barbara

–*–*–*–*–

Trafiłam do Agaty, ponieważ lekarze zdiagnozowali u mnie tzw. (w ich uroczej nomenklaturze) „chorobę nieuleczalną”. Leczenie w moim przypadku miało polegać na tym, iż za sprawą coraz większych dawek sterydów miałam niwelować objawy. Nie chciałam się z tym pogodzić, a poza tym sterydy nie pomagały mi wystarczająco. Pojawiłam się u Agaty ok. 2 lata temu. Po pierwszej mieszance ziołowej miałam 6-miesięczną remisję. Potem objawy powróciły. Kolejne dwie serie ziół sprawiły, że od 8 miesięcy jestem zdrowa. Lekarz po ostatnim badaniu stwierdził, że to chyba jednak nie jest ta zdiagnozowana przez niego pierwotnie choroba, bo to niemożliwe żeby objawy zniknęł bez śladu.
Chciałam nadmienić coś istotnego: to nie tylko o zioła chodzi! Chodzi o zmianę w myśleniu o chorobach i nie tylko. Agata to potrafi.
Magda

–*–*–*–*–

Zawsze uważałam, że tradycyjne zielarstwo jest lepsze od sztucznej chemii sprzedawanej nam przez koncerny farmaceutyczne. Bardzo fajna stronka. Będę częściej zaglądać…
Kamilka

–*–*–*–*–

Witam! Obiecałam, że dokończę pisać o innych pozytywnych skutkach ziół – oprócz tych opisanych wcześniej, mogę również wymienić: dużo lepszą odporność – od dzieciństwa borykałam się z opryszczką.
Przynajmniej raz w miesiącu pojawiała się a to na ustach, a to na nosie, i tak w kółko. Czasem było tak, że jeszcze do końca nie wygoiła się jedna, to już na jej miejsce wyrastała nowa. Dziś nie mam już tego problemu. Nie wiem już także, co to bóle głowy (a były tak silne, że przyprawiały mnie o mdłości).
Agata wyregulowała mi ziółkami bardzo bolesne miesiączki – dziś mogę normalnie funkcjonować w „te” dni. Moja mama od wielu, wielu lat leczy się na nerwicę lękową i przez ten czas trzy a nawet cztery razy dziennie zażywała tabletki, a dziś po półrocznym leczeniu u Agaty bierze tylko jedną dawkę dziennie – co jest ogromnym sukcesem.
Podziwiam przeogromną wiedzę Agaty i cieszę się, że los postawił JĄ na mojej drodze.
Pozdrawiam
Ela

–*–*–*–*–

Witam.
Chyba powinienem zaproponować Agacie reklamę z sobą w folderze pt.:
„Przed i Po” 🙂
Trafiłem do Agaty przypadkiem zdegustowany dietetyczką. Miałem ponad 50 kg nadwagi, ważyłem 135 kg przy wzroście 181 cm. Choć byłem bardzo zdeterminowany do zrzucenia wagi i poprawy swojego nie tylko wizerunku ale i zdrowia, wciąż brakowało mi silnej woli do utrzymania dyscypliny w żywieniu. Poszedłem do Agaty na akupunkturę i ziółka nie do końca przekonany, że coś z tego będzie. Schudłem w ciągu roku z pomocą Agaty około 50kg. Ważę teraz 86 kg.
W tym nie ma cudów, myślę, że mogę spokojnie przypisać 50% zasług Agacie, pozostała część to moja dyscyplina i ciężka praca. Ćwiczenia, spacery, utrzymanie diety. Ostatnia kwestia to też zasługa Agaty.
Zastosowała u mnie pinezki w uszach powodujące wstrzymanie apetytu.
Działają, co nawet mnie bardzo zdziwiło. Po 3 dniach od wkłucia poczułem pierwsze efekty, mogłem głodny przejść przez sklep i nie kupić niczego. Do tego wszystkiego ziołami Agata wyregulowała moje problemy z nadciśnieniem. Poziom cukru, dnę moczanową i parę innych problemów. To nie ściema, a dodatkowo też finansowo sprawa była lepsza niż moja „droga” Pani dietetyczka.
Pozdrawiam
Marcin S.

–*–*–*–*–

Walczę z otyłością. Na razie zaczyna mi się regulować ciśnienie. Mogę już założyć spodnie, w których się nie dopinałem. Waga na razie spadła minimalnie.
Pozdrawiam,
Wacław

–*–*–*–*–

Cześć wszystkim odwiedzającym! Do Agaty trafiłam dokładnie rok temu. Lekarze zdiagnozowali u mnie chorobę, której się praktycznie nie da wyleczyć. Przez pięć lat borykałam się z tym problemem i praktycznie pogodziłam się z tym, bo skoro lekarze twierdzą, że nie da się mnie uzdrowić, to tak ma być i już. Zioła zaczęłam gdzieś
koło marca zeszłego roku, a badania zrobiłam w październiku zeszłego roku…………. i okazało się, że jestem zdrowa, a po chorobie nie ma śladu! A przy okazji pozbyłam się kilku innych dolegliwości, typu silne bóle głowy, lepsze trawienie itp.
Ogólnie świetnie się czuję, mam mnóstwo energii. Także to, co dla lekarzy jest niemożliwe dla Agaty jest! Dodam, że moja rodzina też się leczy i efekty są widoczne, a napiszę o nich innym razem, bo mnie gonią z komputera.
Agata jesteś wielka!
Pozdrawiam,
Ela

18 thoughts on “Księga gości

  • 26 stycznia 2017 at 12:47
    Permalink

    Zgubiłem już 10 kilogramów i jestem z siebie naprawdę dumny 🙂 Kosztowało mnie to dużo wysiłku, ale w końcu jest! Dzięki!

    Reply
  • 20 października 2017 at 09:15
    Permalink

    Naturalne metody leczenia może nie są remedium na każdą dolegliwość, ale powinniśmy z nich korzystać zdecydowanie częściej! Serdecznie pozdrawiam!:)

    Reply
  • 27 grudnia 2018 at 14:33
    Permalink

    Kochana Pani Agato dziękuje za to co Pani dla mnie zrobiła i Pani dla mnie robi, jest Pani chodzącym aniołkiem o wielkim sercu !!!
    Gdy po zdiagnozowaniu u mnie raka nerek i operacjach, zostałem z
    połową nerki pomyślałem muszę żyć. Ale następna diagnoza, rak prostaty i rak kości była jak wyrok. Jeszcze lekarz powiadamiając mnie, „niech sobie pan żyje jak pan chce pozostało panu jakieś pół roku życia”
    pozbawił mnie nadziei. Byłem załamany i bardzo cierpiący. Kości bolały bowiem potwornie. Nadzieja przyszła gdy w moim życiu poznałem Panią Agatę!!! To Ona sprawiła że na nowo chcę żyć i dzięki jej metodą, leczenia ziołami żyję już 3 lata.Rozwój komórek rakowych został zatrzymany, zatrzymane wszelkie dolegliwości, nic mnie nie boli !!!
    Dzięki wielkie i proszę o dalszą opiekę.
    A Pani niech spełniają się wszelkie marzenia!
    Czesław i Helena

    Reply
  • 22 kwietnia 2020 at 18:18
    Permalink

    Akupunkturę poznałem w latach 80-tych XX wieku kiedy do Poznania przybywało wieku Koreańczyków, specjalistów od tego rodzaju medycznych alternatywnych rozwiązań. Ogłoszenia były w prasie codziennej, choć były raczej rzadkością, Dla wielu Poznaniaków była to rzeczywiście nowość, choć niektórzy podchodzili do sprawy z głęboką rezerwą. Pamiętam, jak niektórzy malowali nawet rysunek stopy, by tam zaznaczyć najważniejsze punkty. Mówiło się o szpilkach, które wbite w stopę miały przesyłać właściwą energię do schorowanych części ciała. Oto wspomnienia z medycyny chińskiej. Dzisiaj za to mamy popularną tantrę, a więc bycie sobą na tej ziemi (najlepsza wersja siebie, choć istnieje nasz życiowy cień) będąc jakby w centrum Kosmosu (naszej energii życiowej). Dalej mamy poliamorię, a więc zauważenie, że mogę dla tego innego być autentycznie szczery, autentyczny. To potwierdza starą maksymę, że mądrość przybyła do Europy ze Wschodu, a nie z USA kiedy to na problem poliamorii patrzy się tylko przez pryzmat niewłaściwie pojętej seksualności, gdy tak naprawdę zapomina się o ludzkim rozumie, jak i sercu, a także o należytym odżywianiu, co będzie w ostateczności moją potęgą miłości mojego energetycznego ciała.

    Reply
  • 3 maja 2020 at 15:19
    Permalink

    W ostatnim czasie zainteresowałem się historią zielarstwa i od razu przyszła mi w pamięci postać o. Czesława Klimuszki, słynnego polskiego zielarza, franciszkanina, który był jasnowidzem, także parapsychologiem. W świecie chrześcijańskim oceniany był niejednoznacznie ze względu na działalność na pograniczu zjawisk parapsychicznych. Tak więc w kategoriach jasnowidzenia określał uzdrowienie między mistyką a prawdą, złudzeniem a rzeczywistością, nie podważając w żaden sposób istnienia tej niezwykłej dziedziny ludzkiego poznania. Dodawał, że nieznane są nam jeszcze charakter i pochodzenie posiadanych nadludzkich właściwości. Klimuszko uznany został przez świat naukowy za splot ukrytych bioenergii, fal telepatycznych i nieodkrytych jeszcze oddziaływań przy istnieniu struktury falowej. Teoria fal informacyjnych wysyłanych przez zorganizowaną materię nie jest jeszcze uznana za w pełni naukową, choć istnieją zjawiska telepatyczne jako konkretyzacja ludzkich myśli. Stąd w przypadku Czesława Klimuszki pozostaje nam docenienie jego działań w dziedzinie zielarstwa i ta pamięć w społeczeństwie polskim trwa aż do dnia dzisiejszego.

    Reply
  • 6 maja 2020 at 15:49
    Permalink

    Jeśli chodzi o zielarstwo, to niezwykłą postacią z mazurskich Dywit był Edward Trusielewicz, o którym głośno było w 1981 r., gdy jedna z gazet pomorskich opisała jego działalność na polu radiestezji i zielarstwa. Chodziło także o poszukiwania w Pasłęku słynnej bursztynowej komnaty. Także Polska Kronika Filmowa z 1981 r. poruszyła ów problem, owego niezwykłego człowieka, który tłumaczył czym jest współczesne wodolecznictwo i energie podziemne działające z wodami. Jego słuszne poglądy znane były już wcześniej także u Franciszka Zobel, który jeszcze krótko po II wojnie światowej działał w okolicach Gniezna. Władze PRL-u miały poważny orzech do zgryzienia, gdyż działalność bioenergoterapeutów, czy różdżkarzy widziana była w kontekście szarlatanerii, czy wręcz czarnoksięstwa. Kościół początkowo podchodził do sprawy życzliwie w PRL-u, czego przykładem była działalność Harrisa. Dopiero później zdania się trochę zmieniły, gdyż do głosu doszła tantra i poliamoria – niestety w amerykańskim wydaniu (seks na pierwszym miejscu). Obraz współczesnej tantry i poliamorii nie jest niestety obrazem tym jaki powinniśmy znać z mądrości Dalekiego Wschodu, a szkoda! A co do bursztynowej komnaty – „Stawka większa niż śmierć” Patryka Vegi każe ją nam szukać w Królewcu, choć gauleiter Prus Wschodnich swoją tajemnicę na ten temat zabrał do grobu. Szukajmy więc dalej bursztynowej komnaty, a zielarze będą nam tutaj pomocą.

    Reply
  • 6 maja 2020 at 18:30
    Permalink

    Hipnoza uważana była za lekarstwo na różne schorzenia, w tym bóle. Uznawana była w PRL-u jak pamiętam za wiedzę okultystyczną w potocznym tego słowa znaczeniu, którą lepiej nie zajmować się bez odpowiedniego przygotowania specjalistycznego. Odebrano jej w tamtym okresie czasu nadludzkie właściwości wręcz spirytystyczne, gdyż miała być właściwie przebadana przez medyczny świat naukowy, poruszając wyniki badań na różnych kongresach, m. in. w Szwecji. Seanse i transe hipnotyczne postrzegane były w PRL-u za „nie dzisiejsze”, choć sama hipnoza w sensie naukowym została uwzględniona jako międzynarodowy problem badawczy przeznaczony wyłącznie dla świata medycznego w kontekście właściwego podejścia do ludzi schorowanych na przykład wśród dentystów. Naukowe wyniki badań nad hipnozą miały być weryfikowalne.

    Reply
  • 23 maja 2020 at 12:29
    Permalink

    Bardzo dobrze, że w przypadku medycyny chińskiej odnotowano dwie siły yin i yang – przeciwstawne jak księżyc i słońce, ale jednak uzupełniające się wzajemnie, nie mogąc istnieć bez siebie także w człowieku. W teologii chrześcijańskiej istnieje wizja dnia i nocy, a więc obraz świata dodatniego i ujemnego, które to obrazy są swoim uzupełnieniem, choć w każdym obrazie dane zdarzenie człowiek może oglądać odmiennie. Wahadło życia rodem z Dalekiego Wschodu; najlepsza wersja siebie a zarazem mój cień – oto jest ciekawe połączenie przepięknych tradycji religijnych, gdy obydwie mądrości przybyły do Polski właśnie ze Wschodu. Człowiek i jego przeciwieństwo, to co może być przerażające, ale jednak istniejące w rzeczywistości jak dwójka dzieci bawiących się na jednej huśtawce, gdy ktoś jest na szczycie a inny w dołku – po prostu samo życie.

    Reply
  • 7 czerwca 2020 at 11:16
    Permalink

    W moich wspomnieniach o zielarstwie przypomniałem sobie sytuację z Poznania, z ul. Madalińskiego, położonej w dzielnicy Wilda. Będąc kiedyś na przystanku tramwajowym podeszła do mnie Cyganka i zapytała się czy jadę „na Madalinę”, czyli na ul. Madalińskiego. Problematyka cygańska była związana z tą ulicą w Poznaniu od dawna kiedy to król Michał Kwiek w latach 1937-1938 chciał w tym miejscu wybudować fabrykę kotłów, w której pracować mieli osiedli w mieszkaniach poznańskich Cyganie, do czego jednak nie doszło. Problem polegał na tym, że lokalna społeczność cygańska w Poznaniu była nastawienia republikańskiego, posyłała dzieci do szkół, gdzie uczyli się języka polskiego, a także gry na skrzypcach. Sam król nie był w Poznaniu w swojej społeczności mile widziany. Tutejsi Cyganie zajmowali się zielarstwem i jak głosiła ludowa tradycja, na problemie zielarstwa znali się dość dobrze. Warto więc było przypomnieć pewien już zapomniany wątek, jak i to, że Polska była jeszcze monarchią w XX wieku, gdy przypomnimy sobie chociażby króla Rudolfa Kwieka, który zmarł 50 lat temu w Warszawie.

    Reply
  • 8 czerwca 2020 at 12:23
    Permalink

    Ziołolecznictwo miało swoje znaczenie, jak pamiętam, także w kontekście kobiet zajmujących się czarami, dziś utożsamianymi ze strojami gotyckimi rodem z epoki wiktoriańskiej. Sprawą interesował się podczas II wojny światowej Heinrich Himmler, gdyż badając stare księgi benedyktyńskie z ziem polskich, uważał, że owe czarownice i ich zioła miały mieć nadludzką hipnotyczną moc. Stąd dla nas dzisiaj płynie przepiękna nauka: wchodząc do zielarni należy zwrócić uwagę czy pani sprzedawczyni ubrana jest w strój gotycki. To wzbudzić powinno w nas moralny niepokój, czy zamiast lekarstwa nie otrzymamy jakiejś tajemnej mieszanki, dzięki której od razu na wieki wieków ustąpią nam wszelkie choroby. Tak nawiasem mówiąc, gdyby niejednemu człowiekowi wyparowały z głowy różne dziwactwa czy zwykłe bziki, to taka kuracja szokująca byłaby na pewno na miejscu i do tego bardzo skuteczna. A więc panowie zapraszam do zielarni, gdzie urzędują piękne panie sprzedawczynie w strojach właściwych, czyli w białym lekarskim fartuszku.

    Reply
  • 15 czerwca 2020 at 10:57
    Permalink

    Kiedyś na lekcji religii tłumaczono nam kim są aniołowie. Uważano ich zawsze za mężczyzn, a nawet Marcin Luter dodawał, że aniołowie mieli być istotami białymi w kontekście ludzkiego zbawienia i czarnymi w kontekście piekielnych czeluści. Podstawą były tutaj poglądy św. Tomasza z Akwinu. Dopiero później na cmentarzach pojawiły się istoty aniołków, związanych ze zmarłymi dziećmi, które nie miały iść jak kiedyś uważano do szeolu, czyli do odchłani. Obecnie wśród tatuaży dostrzec możemy przepiękne kobiety – anielice w czarnych strojach. A więc kolejna nowość: rodem z piekła kobiety amerykańskiej, niezależnej, dominującej nad mężczyzną, motocyklistki w skórzanym stroju. W chwili naszej śmierci aniołowie zaniosą naszą duszę do nieba, jak zapewnia nas nasza wiara, gdy w dniu sądu ostatecznego anioł zabrzmi na trąbie ogłaszając koniec tego świata, co podpowiada nam Pismo św. w Apokalipsie. Dla zwykłego wierzącego trudna jest ta nauka o serafinach, czy cherubinach, choć nasza wiara podpowiada nam, że każdy z nas ma swojego anioła stróża. Może więc czarna anielica w przepięknym czarnym lateksowym stroju (czarne długie włosy, czarna długa świecąca się halka i czarny płaszcz skórzany z paskiem, czarne kozaki za kolana i czarne długie rękawice) osobiście wytłumaczy swojemu ukochanemu na przykład w zielarni jak aniołowie leczyli i nadal skutecznie leczą ziołami swoich podopiecznych.

    Reply
  • 24 sierpnia 2020 at 14:26
    Permalink

    W tym miejscu pragnę przedstawić moje rozszerzenie poglądów na temat czym dla człowieka szeroko pojętego obecnie świata Zachodu jest filozofia Dalekiego Wschodu, w tym i problematyka zielarska.
    Zielarstwo jest częścią większej całości. To nie tylko fragment z dziedziny medycznej, ale także fragment systemu filozoficzno-religijnego rodem z Dalekiego wschodu Indii i Chin (Tybet). Tantra, czy poliamoria jest związana z zielarstwem, gdyż zielarstwo jest częścią energentycznego pożywienia człowieka (jego ziemskiego ciała). Zgadzam się także całkowicie ze stwierdzeniem, że tantra to nie tylko seksualność. To na prawdę jest prawda o życiu i o samym sobie. Dlatego też postanowiłem w tym miejscu napisać kilka słów od siebie czym jest tantra w moim życiu szczególnie w kontekście pojęcia poliamorii. W polskiej kulturze przyjęło się kierować wartościami płynącymi z chrześcijaństwa, a także z kultury antycznej łacińskiej, jak i greckiej. Obecnie w dziedzinie filozoficznej w kwestii poliamorii odchodzi się nieco od Hegla, idąc w kierunku zmarłego w 1961 r. Junga, co też miało związek z nadchodzącą w Polsce i Europie kulturze hipisów. Osobiście na problem poliamorii chciałbym spojrzeć oczami człowieka Wschodu, zakorzenionego w nieco innym systemie wartości niż chrześcijaństwo. Można w tym miejscu dodać, że należałoby zdjąć z siebie filtry, które stały się częścią naszej osobowości, a które zaciemniają w nas to co jest autentycznym obrazem. Gdy spojrzymy na literaturę amerykańską, to w niewłaściwych proporcjach spojrzymy na poliamorię jako na moralne zło trójkątów i wielokątów miłosnych, a więc jak na Sodomę i Gomorę liberalnych czasów nam współczesnych. Może więc warto odwrócić proporcje, by na problem poliamorii spojrzeć z religijnego punktu widzenia.
    W świecie chrześcijańskim istnieje przekonanie, z którego wnioskujemy, że wielu ludziom bardzo zależy na tym, by nikt nie czerpał z życia radości, by nikt się nie śmiał, gdyż życie ich zdaniem jest grzechem, jest karą. Jak możesz cieszyć się życiem, jeżeli ciągle wmawia się człowiekowi, że jego życie jest karą i że ów człowiek cierpi za złe uczynki. Życie człowieka jest więc w takim kontekście więzieniem, do którego zostałeś wtrącony aby cierpieć? Odpowiedź jest tylko jedna: życie nie jest karą, gdyż jest dla nas nagrodą, dokładniej tę kwestię tłumaczy nam poliamoria.
    Poliamoria istniała zawsze w ramach tantry. Tantra nigdy nie była jednolita; była uważana za rytuał, a także związana była z jogą. Tantra była też uważana za ten ruch, który wszedł jakby z zewnątrz do buddyzmu i hinduizmu w VI w. n.e.
    Tak więc rozpocznijmy od stanu badań nad zagadnieniem poliamorii w ramach systemu tantry, czyli personifikowanej energii utożsamiającej się z kosmosem przez doskonalenie samego siebie, w czym pomaga nam medytacja, czyli mantra. W ustroju socjalistycznym w polskich warunkach poliamoria była traktowana z przymrużeniem oka, gdyż mówiła ona o genach żeńskich i męskich współpracujących ze sobą w ludzkim ciele, kiedy to ów pierwiastek żeński jest przyczyną właściwie dobrej postawy mężczyzny wobec innej osoby. Poliamoria była w ustroju socjalistycznym wartością marginalną, występującą tylko w nielicznych ośrodkach i do tego bardzo prześladowana przez ówczesną władzę widzącą omawianą przez nas problematykę w kategorii chrześcijańskiej niemoralności. Poliamoria w środowiskach kościelnych widziana była zawsze na ziemiach polskich jako twór kulturowy daleki od katolickiego społecznego nauczania. Pamiętać należy, że poliamoria istniejąca w ramach tantry to przecież droga mojego osobistego rozwoju, w której miłość jest najważniejsza. Dlaczego jest to moja osobista droga? Odpowiedź będzie bardzo prosta. Z chrześcijańskiego punktu widzenia poliamoria kojarzyć się może z poczuciem wstydu w obecności innej osoby, z dodaniem, że przecież takich rzeczy po prostu nie wypada czynić. Także chrześcijaństwo zauważyło, że człowiek jest na tej ziemi tylko wędrowcem z wielkim potencjałem jeszcze do odkrycia. Człowiek jest więc istotą wartościową, który poprzez medytację poznał drogę, po której chce iść. Znając cel drogi, nigdy z tej drogi człowiek nie zejdzie, gdyż nie jest on utracjuszem rzuconym we Wszechświecie przez nie wiadomo kogo i nie wiadomo gdzie i po co. Poliamoria naucza człowieka, że ludzkie ciało jest święte – tak mówił także św. Paweł w kontekście świątyni, w której przebywać ma Boży duch. Ta prawda znana także była w naukach religijnych Dalekiego Wschodu. Choć ludzka miłość była w różnych kulturach sakralizowana, utożsamiana od celibatu do miłości wspólnotowej komuny, to we wszystkich tych przypadkach tylko poprzez miłość ów człowiek mógł zrozumieć potrzebę pielęgnacji własnego ciała, także w sferze cielesności jako nie czegoś chwilowego, tylko tego rozciągniętego w czasie przez całe życie. Czy wręcz sakralną pielęgnację własnego ciała można utożsamiać z gender i transseksualizmem w kontekście ludzkiej miłości? Pamiętać należy, że kobiecość i męskość od dawien dawna były uważane za święte, gdyż były symbolem płodności matki, czyli Natury. Dopiero współcześnie w świecie liberalnym poruszano problematykę geneder, gdy w dawniejszym okresie czasu ów problem gender miał pejoratywne znaczenie i był praktycznie odrzucany społecznie. Człowiek jest istotą energetyczną w całości istnienia. Dla wielu istnieje dobro tylko w umyśle i sercu, gdy w żołądku i cielesności istnieje zło, co wypływa przecież z chrześcijaństwa. W takim sensie umysł i serce należałoby pielęgnować, by to co w żołądku i seksualności zwalczać jako symbol ludzkiej grzeszności – to jest podstawowe nieporozumienie, gdyż przecież energia życiowa istnieje w całym ciele i nie da się z ludzkiego ciała wyrzucić chociażby seksu, który przecież istnieje i będzie istnieć dalej. Seksualność, a więc miłość, jest naszą największą siłą, gdyż dzięki niej wszystko istnieje we Wszechświecie. Nie można mówić tylko o dobru istniejącym w człowieku, zapominając o tym, co jest jego całością w kontekście jego dobra.Tak więc obecnie na wielu stronach internetowych istnieją opracowania na temat poliamorii, widzianej jako moralne zło, utożsamianej jako pewne novum rodem z ziemi amerykańskiej. Czy jednak nasz obraz współczesnej poliamorii, opisywany m. in. w internetowej Wikipedii nie jest czasami wypaczony, zupełnie inny od tego, co nauczyć nas może mądrość przybyła ze Wschodu. Gdy spojrzymy na poliamorię z punktu widzenia religijnego, otrzymamy obraz duchowego bogactwa, który daleki jest od tego, co mogło by nas oddalać od pojęcia dobra.
    Należałoby w tym miejscu poruszyć jeszcze jeden problem. Każdy człowiek posiada swoje przeciwieństwo (swój cień), czyli odrzuconą wersję samego siebie. Przeciwny biegun (cień) istnieje po drugiej stronie lustra. Są to jakże często ludzkie koszmary, czyli świat zablokowanych energii. Własnego cienia nigdy nie uciszymy. Po dokonaniu ignorancji własnego cienia, moja psychika jest „zbawiona”. Ideał mieszka w człowieku i mierzy się z potencjałem cienia – prawda tożsamości i powołania na zasadzie lustrzanych odbić. Ograniczona świadomość dzieli na jasne i ciemne, na dobro i zło, na ego i alter. Dualizm powinien stać się jednością bez zakotwiczenia się tylko w jednym biegunie, gdyż wtedy zawsze tworzymy cień i wtedy będziemy podzieleni. Dwubiegunowe życie w ziemskim ciele i po zmartwychwstaniu w ciele uwielbionym (niebiańskim) jest ludzką równowagą duchową. Chrystus zmartwychwstał, a my na drugim biegunie zmartwychwstaniemy wraz z Chrystusem, aby w ten sposób osiągnąć duchową pełnię.
    Tak więc możemy postawić pytanie: poliamoria – miłość, czy zdrada? – oto jest odwieczne pytanie człowieka, zaczerpnięte z nauki, której początki sięgają Dalekiego Wschodu Indii i Chin, a więc pewnego połączenia kultury hinduskiej i buddyjskiej. W takim kontekście można zapytać się dalej o otwarcie się człowieka na świat, czy zamknięcie? Trudno to wszystko pojąć, gdy nie zagłębimy się w to co jest sensem naszego życia chociażby poprzez medytację, czyli wgłębienie się w samego siebie. Gdy jednak weźmiemy się za głębsze znaczenie naszego istnienia, to zrozumiemy, że żyjemy nie tylko na tej Ziemi, ale także we Wszechświecie, który jest naszym domem, ale także jest naszym dobrem. Zacznijmy od Ziemi – naszej doczesnej matki, która dała nam ciało, zdrowo nas żywi, by ostatecznie przyjąć nasze śmiertelne ciało powtórnie do siebie. Ta właśnie Ziemia jest dla nas tą wspaniałą energią, wręcz naszymi energetycznymi korzeniami, dzięki której nasze ciało funkcjonuje w odpowiednim ładzie i składzie. Nasza cielesność to poczucie bycia z sobą w zgodzie z Naturą bez przywiązania do konkretnego miejsca. Jest jednak pewien dodatek – jest nim Wszechświat, którego jesteśmy centrum nie jako egocentryk mający wszystko w nieposzanowaniu, lecz jako ten, który ma być naładowany dobrem i otwartością dla innego człowieka. Poliamoria zakorzeniona od dawien dawna w człowieku, widziana więc będzie jako szacunek dla siebie i innych, szczerość, dawanie innym bezinteresownie, nie czekając na żadną zapłatę. Poliamoria nie musi więc być tutaj utożsamiana tylko z seksem, choć ten seks wpisany jest także w nasze ziemskie życie. Pamiętać należy, że moje życie, a więc tym kim jestem składa się z rozumu, serca, żołądka i tego co cielesne. Tak więc rozumem rozeznaje co jest dla mnie dobre, a co jest złe. Sercem kocham człowieka szczerze, prawdziwie i bez jakiegokolwiek zafałszowania. Moje ciało musi być odżywiane w zgodzie z moją matką Naturą, gdyż także żołądek decyduje o właściwej równowadze energetycznej w ciele, gdzie wszystko jest jednością. Kochać człowieka można długo, a nie tylko na chwilę, dając temu innemu tylko ochłapy szczęścia poprzez komplementy. W poliamorii to ja decyduję kim jestem, jak i to co chcę z tą moją wolnością zrobić, nawet wtedy, gdybym pogubił się w swoich decyzjach. Jakże często zdarzało się w życiu, że głos tych innych był dla nas nieadekwatny, gdyż zakłócał w nas to co było moim pragnieniem. Dlatego powinna istnieć wdzięczność do samych siebie za to co nam się w życiu udało. To wszystko będzie w nas promieniować by znaleźć tych, którzy będą z nami rozmawiać na tych samych rejestrach, którzy zrozumieją nasze troski i kłopoty z zachowaniem tylko dla siebie tego co jest bardzo ważne dla tego innego. Małżeństwo i autentyczna przyjaźń będą miały tutaj swoje poliamoryczne uzasadnienie, nawet wtedy gdy będzie nam brakować tej siły życiowej podczas naszej regeneracji. Poliamoria widziana tylko w kontekście samego seksu jest w takim przypadku zbytnim uproszczeniem szerszego kontekstu sprawy.
    W tym miejscu należałoby zaznaczyć, że istnieją cztery zależne od siebie żywioły, które są esencją świata. Jest to moc tworzenia i destrukcji. Wymieńmy tutaj: ziemia, powietrze, ogień i woda. Tym piątym jest duch, który wszystko jednoczy i równoważy. Energia ciała jest symbolem ziemi; powietrze utożsamia intelekt, wyobraźnię; ogień to witalność; woda to uczucie, emocje, podświadomość istniejące w człowieku.
    Miłość w życiu człowieka jest najważniejsza. Także chrześcijaństwo zauważyło problem miłości we właściwym kontekście. Miłość to ogień, który może być dla człowieka poczuciem ciepła i bezpieczeństwa, ale ten ogień może nas także sparzyć i duchowo wypalić. Wszystko zależy od naszych intencji. Tak więc mogę się zapytać: co ja sobą reprezentuję: jaką mam wizję, czyli ogólnie przyjętą misję, a więc intencję, którą chcę przekazać innym, gdyż to jest moje przesłanie. W kontaktach międzyludzkich najważniejsze jest ustawienie odpowiedniej komunikacji. Mogę odbierać czyjeś emocje, na przykład podłączam się pod czyjeś smutki, albo radości. Tak więc intencja jest komunikacją płynącą ode mnie na spotkaniu z innym człowiekiem: co chcę komuś dać, a co chcę otrzymać (przyjąć dla siebie), przy sczytaniu informacji z otoczenia. Pamiętać należy o pewnej granicy, której w kontaktach międzyludzkich człowiek nie powinien przekraczać (każdy ma prawo do swojej wolności i do swoich przekonań).
    Na koniec jeszcze jedno. Mędrcy, którzy szli ze Wschodu, by odwiedzić Jezusa, szli wpatrując się w gwiazdę, która była dla nich przewodniczką. Może właśnie ten przepiękny przykład mądrości ludzi Wschodu będzie także i dla nas jakimś przykładem, by spojrzeć w nowym świetle na pojęcie miłości, którą w Liście do Koryntian opisał św. Paweł. Niech więc pojęcie poliamorii będzie dla nas jakimś wyzwaniem w nowe czasy, by być po prostu dla siebie i innych choć trochę lepszy, dając światu najlepszą wersję siebie będąc krok do przodu przed innymi.

    Reply
  • 9 września 2020 at 16:52
    Permalink

    Wyobraźmy sobie pewną sytuację z życia. Oto człowiek mający bujną wyobraźnię. Ów wizjonier widzi przed sobą piękną kobietę w prześlicznym stroju, wręcz anielicę. Ktoś powiedziałby, że wizja jest tylko wizją, albo zwykłą halucynacją, a może wizja pod wpływem narkotyków, sugestii, czy hipnozy. Może to i prawda, ale te pomysły można przecież urzeczywistnić dając pewien impuls na przykład projektantom mody, czy fryzjerkom. „Czarodziejska góra” owszem została napisana genialnie przez Tomasza Manna, ukazując nam właśnie świat nie tyle dziwaków, lecz ludzi wystrzelonych ze swoimi pomysłami w kosmos. Niektórym mogłoby się wydawać, że tylko zwykłe wariactwo, gdy inni dostrzegą świetne nowatorstwo, które należy udoskonalić w normalnym już świecie poza działaniem hipnozy. A więc psycholog powie, że logika mówi nam, że dwa plus dwa to jest cztery, gdy parapsycholog doda, że pięć minus jeden, czy trzy plus jeden to także będzie cztery. Wariactwo?… Nie tylko nowatorstwo ukazane w ramach rozumowej logiki warte urzeczywistnienia.

    Reply
  • 14 września 2020 at 16:30
    Permalink

    W ramach medycyny chińskiej, jak sobie przypomniałem, preferowano kiedyś ćwiczenia zdrowotne przy perfekcyjnym wykorzystaniu, czy wręcz opanowanie życiowej energii, która miała być pod całkowitą kontrolą. Chodziło o odpowiednią postawę, skupienie umysłu oraz właściwy oddech, co miało być wykorzystane w zachodniej medycynie w celach terapeutycznych, w wewnętrznej medytacji człowieka, czy w sztukach walki w celach samoobrony. Przeciwnicy tej teorii uważali, że omawiany przeze mnie wynalazek medycyny chińskiej był także znany w medycynie zachodniej pod pojęciem redukcji stresu. Warto więc zastanowić się nieco głębiej nad medycznym problemem stresu.

    Reply
  • 19 września 2020 at 10:11
    Permalink

    Jeszcze kilka słów dopowiedzenia:
    Najważniejszą rzeczą jest poznanie samego siebie. Musisz znaleźć w sobie to czego nie znajdziesz nigdzie indziej poza sobą, stąd ciągłe poszukiwania. Dzięki takiej postawie w ostateczności będziesz musiał zmierzyć się z własnym cieniem, będąc świadomym jego istnienia. Człowiek musi więc być otwarty przez naukę. Czarownica kreuje sobie rzeczywistość poprzez swoją manifestację (bycie otwartym przez naukę, czyli zdobywaną nową wiedzę). Narzekania są zawsze na zewnątrz człowieka. Otwarty umysł czerpie możliwości z zewnątrz poprzez poszerzanie horyzontów. Burza mózgu połączona (czyli praca) z odpoczynkiem. Żeńska i męska energia przenikające się wzajemnie ciągle w nas kreują nowe wartości, dzięki czemu balansujemy mając równowagę (jedno bez drugiego istnieć nie może). Balansowanie człowieka oznacza także pójście z prądem. Energia ziemska i kosmiczna jest dla mnie równowagą i dla świata. Czystość intencji umysłu i wypowiadanego słowa; emanacja energii na zewnątrz zgodna z energią będącą w mojej głowie (chodzi byś był spójny i prawdziwy). Pierwszego impulsu nie zmienimy, gdyż jest zarodkiem. Dalej to nasza odpowiedzialność. Nie możemy poruszać tematów, które nie są dobre dla nas i innych (panowanie nad sprawą). Szukanie pozytywnych elementów można czynić poprzez zgłębianie zmysłów i własnego ciała, celebrowanie życia i istnienia. W celebrowaniu nie możemy dokopywać, by wyciągać śmieci, tylko poprzez uzdrawianie cienia. Ciało człowieka jest świątynią, które nie może być brudne poprzez nieodpowiednie pożywienie. Nasza esencja jest boskością, która przemawia przez nas do innych ukazując radość życia. Programujemy siebie, w czym pomaga nam nauka. Musimy uruchamiać filtry, które ustawią nas na radości piękno. Człowiek posiada potencjał i można z tego wyciągnąć odpowiednia siłę, tak jak nasza seksualność jest siła ognia. Prawa półkula mózgu połączona z lewą półkulą mózgu poprzez synchronizację ogranicza stres człowieka poprzez wyciszenie i medytację. Będąc obserwatorem człowiek uruchamia koncentrację połączoną z medytacją, a to staje się podstawą magii (wyczarowanie sprawy, która spada jakby z nieba – rytuał jest tutaj nie potrzebny). Czarownica czaruje zajmując się czarami i szerokim wachlarzem magii. Istnieją zresztą różne rodzaje magii z dużą płynnością granic pomiędzy jej różnymi odgałęzieniami. Wiedźma czarami zajmuje się dużo mniej wraz z zaklęciami, magią i jej rytuałami zgodnie z zasadą, że czasami lepiej odpuścić. Czarownica zajmuje się magią naturalną przyrody, rytualnie idzie za ziemską wolą (niższe ego). Wiedźma zajmuje się czystą magią, aktem magicznym, praca na wibracjach, działa na bieżąco, jest świadoma kreowania mając kontakt z wnętrzem (ze swoją duchową wiedźmą), idąc za Wolą pisaną przez duże „W”, co będzie oznaczeniem duszy. Wiedźma jeśli zajmuje magią wie jakie są skutki takiej działalności mając świadomość odpowiedzialności za swoje czyny. Czarownice, które są wiedźmami mają bardzo dobry kontakt z ekologią, wegentarianizmem (są wegankami), stosując zasadę segregacji śmieci. Duchowy kontakt z przyrodą (naturą) oznacza tutaj boskość wraz z kontaktem ze społecznością, a kontakt z energiami ziemi istnieją przy cyklach słońca i księżyca. Tak więc współcześnie czarownica oznacza wszystko i nic, ma kontakt z przyrodą i energiami, mając odblokowaną sprawę ofiarowywania siebie innym. Podstawą poliamorii jest miłość, następnie szczerość z odpowiednią komunikacją z drugą osobą; ostatecznie pozwolenie sobie na wolność osoby emocjonalnej (otwartość serca, pełnia odczucia). Wejście słowne, mentalne, czy duchowe oblicze wielu osób, rozumienie się z drugą osobą bez noszenia masek, czy grania nie swoich ról. Stąd fałszem jest stwierdzenie, że świat jest monogamiczny, gdy statystyki małżeńskie sugerują jakoby świat był bardziej poligamiczny. Według Miry Rudnickiej, na podstawie jej doświadczenia życiowego, poliamoria to umowa dwóch lub więcej ludzi (domówienie się przy szczerych intencjach). Powinna istnieć pełnia świeżość bez rutyny monogamicznej, kiedy to człowiek myśli, że ta druga osoba zawsze przyjdzie, gdy pewnego dnia może jej zabraknąć. Świadomość, że to ja jestem światem, wchodząc w tren świat z najlepszą wersją siebie, wiedząc kim jestem, utwierdza nas w przekonaniu, że poliamoria spełnia najlepiej w systemie tantry, choć jest w niej tylko pewną cząstką. Samorealizacja poprzez tantrę w wersji tybetańskiej to wyjście poza tożsamość, czyli stan doskonały osiągalny dla każdego. Jest to wiedza wyższa, duchowa, kiedy to siła żeńska i męska łączą się w jedność w człowieku w systemie jogi. Koncepcja energii w świecie materialnym z pytaniem czy jest coś więcej: nasza dusza, sens życia, kim jesteśmy, ośrodki energetyczne (czakry). Czy umiemy wyjść poza śmierć, czy jesteśmy zbyt prosto tylko materialnie utożsamieni w pojęciu śmierci. Medytacja połączona z jogą może działać na człowieka antystresowo w odpowiednim seansie terapeutycznym (theta healing). Seksualny ogień w człowieku jest jego witalnym fluidem, wigorem, czyli solą jako nektar nieśmiertelności, działający w systemie limfatycznym. Seksualność człowieka jest jego esencją do dostępu do wyższych świadomości, co zauważyć można w licznych tekstach tych, którzy znaleźli się na samym szczycie owego religijnego systemu wartości. Dr L. Loewenfeld odnotował choroby nerwowe na tle zaburzeń płciowych, co jest pewną bliskowschodnią odwrotnością w stosunku do religijnego przekazu płynącego z Dalekiego Wschodu. Artur Czarnowski opisując erotyczny aspekt ludzkiego życia wyszedł z założenia, że powinno kierować się w nim poprzez zdrowe wychowanie dzieci, odpowiedni ubiór, czy kierowania się wartościami moralnymi. Obecnie jego poglądy zostały uznane za pseudonaukowe szczególnie przez środowiska lewicowe. Dr Paweł Klinger zauważył, że z chwilą zapłodnienia jednej samicy popęd samca zwraca się ku drugiej osiągając maksimum efektu, co oznacza poligamię. Z jedną samicą gatunek samca wyginie. Stąd istnieje jego instynkt poligamiczny. Ubóstwo mężczyzn powoduje, że kobieta ma wielu mężczyzn, co oznacza poliandrię. Poliandria zatarła granicę ojcostwa przy stosunkach kobiety z wieloma mężczyznami. Mężczyzna mający wiele kobiet zachował poczucie matki wychowującej swoje dziecko. Wielożeństwo jest tolerowane wszędzie, choć z niego wyrosła monogamia zarządzana przez mężczyznę. W monogamii wyrosła podwójna moralność kiedy to żona powinna być cnotliwa przed ślubem i wierna mężowi po ślubie, gdy od męża się tego nie wymagało. Tak więc monogamiczne małżeństwo nie musi być dożywotnie. Praca dra Pawła Klingera doczekała się internetowej recenzji. Wspomniany przez dra Pawła Klingera asortyment erotyczny przypominał raczej zestaw ze sklepu wielobranżowego niż zwykłego sex shopu. Choć dla dra Pawła Klingera omawiana przez niego problematyka stanowiła jedynie ciekawostkę medyczną, to jednak dla jego przeciwników powstał poważny moralny problem. Anonimowy autor zauważył, istnieje wzmożona lubieżność u mężczyzn z bredzeniem i halucynacjami (złudzenie zmysłów), co oznaczać miało obłęd płciowy lub zboczenie z wyrzutami sumienia. U kobiet taki proces nazwany został nimfomanią. Brak wstrzemięźliwości miała prowadzić nawet do ślepoty całkowitej i brakiem sprawności mózgu przy roztrwonieniu zdrowia. Najlepszym lekarstwem miała być tutaj kobieta w roli lekarki. Na podstawie zebranej literatury możemy zastanowić się na ile świecka literatura medyczna, i nie tylko ona, doprowadziła świat chrześcijański do ateizmu, a zatem do myślenia o własnym ciele tylko w kategoriach śmierci. Religijna ekstaza sugeruje jednak, że pogląd ateistyczny jest pewnym uproszczeniem podejścia do człowieka jako całości w ujęciu holistycznym. Czy jednak tantra wraz z poliamorią jest tutaj jakimś rozwiązaniem? Na pewno tak, choć w polskich warunkach tantra i poliamoria nadal wykraczają poza ramy, czy schematy świata antycznej kultury śródziemnomorskiej.

    Reply
  • 28 września 2020 at 08:48
    Permalink

    Powiadają niektórzy, że akupunktura po prostu nie działa. Ja mówię, że działa i to bardzo skutecznie. Podam przykład. Piękna kobieta w makijażu gotyckim (twarz, włosy i palce), do tego długi lakierowany czarny płaszcz skórzany z paskiem, kozaki za kolana itd. Jeśliby nawet to nie zadziałało (choć ja wiem, że na pewno zadziała!!!) z nakłuciami igłami, to w ostateczności należy się dobry pocałunek między mężczyzną a kobietą (będącą tutaj w roli lekarki w czarnym skórzanym kitlu) i kieliszek najlepszego francuskiego konianku pięciogwiazdkowego. I co: nie będzie działać?… Ja wiem, że skutek zdrowotny będzie natychmiastowy. Nawet babiarz wykaże się wiernością i będzie chciał mieć już tylko tę jedną, jedyną (o innych natychmiast zapomni). Sprawa sprawdzona na 100%.

    Reply
  • 24 października 2020 at 10:10
    Permalink

    Medycyna chińska uczy nas czegoś wartościowego, a mianowicie właściwego patrzenia na teraźniejszość. Co mnie może pomóc historia w świetle medycyny chińskiej? Właściwie niczego. Co mnie pomoże ile miała naszyjników Kleopatra, albo z iloma słoniami szedł na Europę Hannibal? Wszystko z historycznego punktu widzenia jest piękne, tyle, że ja w tamtych czasach nie żyłem, gdyż żyję w teraźniejszości. Mówią, że głos tych innych z dalekiej historii może być dla mnie wskazówką na dobre życie w mojej przyszłości. Tutaj wolałbym zachować daleko idącą ostrożność, by nie być w rozdwojeniu między tym co mi podpowiada moje sumienie i na przykład zupełnie odmienne zdanie tych innych. A co z tą przyszłością? To ja jestem za nią odpowiedzialny, gdyż to ja osobiście kiedyś stanę przed Trybunałem Bożym bez żadnych adwokatów by zdać relację o sobie samym i ten wątek jest zbieżny między chrześcijaństwem Bliskiego Wschodu, a medycyną chińską Dalekiego Wschodu.

    Reply
  • 26 października 2020 at 15:14
    Permalink

    W niniejszym artykule chciałbym opisać zastosowanie tak zwanych „czarodziejskich ziół” w przypadku poligamii. Pierwotnie istniało nawet przekonanie, że dzięki „czarodziejskim ziołom” może nastąpić zahamowanie tej ciężkiej życiowej przypadłości w przypadku mężczyzn, którzy w potocznym znaczeniu byli nazywani po prostu „babiarzami”.
    Rozpocznijmy od pojęcia poligamii i działającej w niej poliamorii. W XXI wieku poliamoria robi wręcz zawrotną karierę, wypierając na dalszy plan bardziej dotychczas rozpoznawalną poligamię.
    Postawmy sobie pytanie. Jak żyć poli w świecie mono? Czy jest to możliwe by w ramach systemu poli zaakceptować poliamorię? Zastanówmy się na samym początku nad znaczeniem słowa poli. Dzisiejszy świat nie jest mono. Tylko poprzez różne filtry, które nota bene stały się także naszą rzeczywistością, wmawia nam ów otaczający nas świat, że jest mono. Jakieś sto lat temu zdarzały się przypadki, że małżeństwa przetrwały w miłości w całkowitej monogamii. Już w tamtych czasach zauważono jak wiele było zdrad małżeńskich, niedomówień, gdy pojawiały się w małżeństwach osoby trzecie. Dziś mówi się już oficjalnie o trójkątach małżeńskich. Nawet księgi metrykalne różnych parafii i Kościołów odnotowywały dzieci, które pochodziły spoza oficjalnie uznanej monogamii.
    Jak więc żyć z problemem poliamorii, która w XXI wieku szczególnie zagościła na polskiej ziemi w ramach systemu poli, której tak wielu nie rozumie i od razu ją odrzuca? Można zapytać się jak być szczerym, uczciwym, otwartym, nadającym na tych samych rejestrach z innymi, czyli wszystkimi, gdy nie chodzi tutaj o ilość osób w łóżku, czy mamy ich więcej niż tylko jedną. A więc wybór między wartościami moralnymi: dobra i zła.
    Pamiętajmy, że chcąc zrozumieć świat poli należy po prostu przyjąć do wiadomości, a więc zrozumieć, że to ja jestem światem, który wnosi do całości najlepszą wersję siebie. Jednak by tak się stało muszę najpierw zrozumieć kim sam jestem i do czego właściwie w tym życiu dążę.
    Najpierw należy zrozumieć, że jestem zakorzeniony w Matce-Ziemi, z jej energetycznymi korzeniami, by w ten sposób chociaż przez chwilę poczuć swoją cielesność, po prostu bycie, a nie związanie z konkretnym miejscem. Ta Matka-Ziemia z prochu mnie stworzyła, energetycznie mnie żywi, by ostatecznie moje ziemskie materialne ciało strawić, które w proch się zamieni.
    Moje ziemskie ciało mówi mi, że mogę postępować logicznie w ramach mojego rozumu, także za tym co podpowiada moje serce, w religii utożsamiane z sumieniem. Te dwa ośrodki (rozumu i serca) utrzymywane są energetycznie przez mój żołądek. Ostateczną kwintesencją będzie moja najpotężniejsza siła miłości, która kiedyś we mnie wybuchnie jak bomba atomowa, by dzięki niej mieć jakąś pasję w tym życiu. A więc wahadło życia: najgorsza wersja siebie i najlepsza wersja siebie. Bez tego żyć nie możemy dopóki jesteśmy na tej Ziemi (moralny wybór dobra i zła). Pamiętać musimy, że nie żyjemy w przeszłości, która już minęła, ani w przyszłości nam nieznanej, tylko w teraźniejszości, którą to ja sam mogę kreować nie jako egocentryk.
    Poza tym, choć przez chwilę mogę poczuć się wsparty siłami nadprzyrodzonymi, będąc częścią Kosmosu, którego siły są po to, by mi sprzyjać. W tym momencie poczuję, że nie jestem jakimś tam życiowym niedorajdą rzuconym przez nie wiadomo kogo i po co we Wszechświecie, że mogę decydować sam o swoim losie, wiedząc, że kiedyś sam o sobie zdam sprawę Bogu przed Jego najświętszym trybunałem. Owszem, że przeciwnicy tak przedstawionych rozważań zapytają się o siły zła i zniszczenia wszelkiego dobra (one podpowiadają nam, że siła niszczenia jest równa sile tworzenia). Ten wątek w artykule pomijamy, gdyż zaciemniałby nam pewną konstrukcję myślową dalekowschodniego systemu tantry, w którym działa poligamia. Oczywiście wszelkie ruchy filozoficzno-religijne nie są jednoznaczne i tak jak istnieje dobro, istnieje także zło. Tyle, że omówienie szczegółowe wszelkich szczegółów również zaciemniłoby nam obraz przekazu poligamii. Stąd pewne najprostsze podejście do omawianej problematyki poligamii.
    Już w 1935 r. Wanda Kieszkowska dała do zrozumienia, że już w średniowieczu powstała owa „czarna magia”, która zauważyła istnienie czarownic i wiedźm, które wykorzystywały przyrodę wraz z ziołami co swoich trudnych do zrozumienia celów. Po wielu latach możemy stwierdzić, że czarownice i wiedźmy nie zginęły, choć interesował się nimi także w III Rzeszy sam Heinrich Himmler. Obecnie jakże często czarownicami są młode, piękne kobiety niezależne finansowo, których jedynie charakter, czy skołatane nerwy przypominają, że są skończonymi wiedźmami. Współczesne wiedźmy nie są takie stare jak te, które kiedyś latały na miotłach jak zwykła baba jaga [Wanda Kieszkowska, Trochę o baśniach, magji i o czarodziejskich ziołach, „Polskie Zioła”, Warszawa, Grudzień 1935, R. II, nr 12, s. 18-20]. A co z „czarodziejskimi ziołami”?… Podobno takowe zawsze gdzieś istniały, były wręcz poszukiwane jak złoto, były podobno skuteczne jak „amen” w pacierzu i dodawały pewnego uroku całej sprawie związanej z wiedźmami. Czy były one skuteczne dla „babiarzy” – trudno jednoznacznie ocenić.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *